Rajd Dakar 2010 po raz drugi odbył się w Ameryce Południowej. Po odwołaniu rajdu w 2008 roku z powodu zagrożenia terrorystycznego, zmagania śmiałków z pustynią nie powróciły do Afryki. Sahara została zastąpiona przez pustynię Atakama. Start i meta wyścigu przewidziane są w Buenos Aires.

W tegorocznym Dakarze wystartowało czterech motocyklistów ( Czachor, Dąbrowski, Przygoński, Jarmuż) startujący na quadzie Rafał Sonik, załogi samochodowe (Hołowczyc – Fortin, Szustkowski – Kazberuk oraz Sachanbiński – Rabiega). Ponadto klasyfikacji ciężarówek rywalizowali: Grzegorz Baran, Rafał Martoń i Paweł Zborowski. Każdy z nich miał swoje marzenia, jednak wszyscy zgodnym chórem podkreślali, że najważniejsze to ukończyć ten najtrudniejszy rajd świata. Zaczęło się świetnie, Sonik wygrał pierwszy etap, a Hołowczyc oraz Przygoński zajęli siódme lokaty w swoich kategoriach. Kolejne etapy były średnio udane. Zawodzili motocykliści, jedynie Przygoński utrzymywał się pod koniec pierwszej dziesiątki. Równym tempem jechał Hołowczyc utrzymując szóstą lokatę po 5 dniach walki. Z pierwszej trójki wypadł Rafał Sonik, zajmując czwartą pozycję ze stratą ponad 40 sek. do lidera. Dziewiąty etap będzie śnił się po nocach popularnego Hołkowi. Kierowca Orlen Temu na jednej z wydm urwał tylni most i musiał się wycofać. Załamany Hołowczyc kilka godzin czekał na ciężarówkę organizatorów i mógł tylko zapewniać, że za rok spróbuje ponownie pokonać siły natury. Kolejne etapy nie zmieniły znacząco pozycji pozostałych Polaków.

Przygoński utrzymywał 9 miejsce, na piętnastą lokatę wskoczył Czachor, a na piątą pozycję spadł Sonik. Ostatecznie na mecie rajdu w Buenos Aires najwięcej powodów miał nasz jedyny przedstawiciel w kategorii quadów. Piąta lokata jest najlepsza wśród tegorocznych dokonań Polaków w Dakarze. Warta odnotowania jest jeszcze ósma pozycja Jakuba Przygońskiego. Pozostali motocykliści nie zachwycili , zajęli odległe miejsca w trzeciej i czwartej dziesiątce. Wszyscy bardzo żałowali awarii Nissana Navarry Krzysztofa Hołowczyca, gdyż na ostatnim pustynnym etapie uciekła szansa na świetną lokatę w końcowym rozrachunku. Miejmy nadzieję, że za rok będzie lepiej.

Kibice F1 chyba już się przyzwyczaili, że ostatnimi czasy każdy sezon oznacza jakieś nowości. I mowa tu nie tylko o nowych kierowcach czy nowych zespołach. Poprzedni sezon zdominowały nowinki techniczne (choćby KERS i podwójne dyfuzory), w tym – czekają nas zmiany, by tak rzec, bardziej zasadnicze.

Przede wszystkim formuła wraca do jazdy bez uzupełniania paliwa podczas postojów w pit-stopach. Samochód trzeba będzie zatankować na cały wyścig. Ostatni raz w taki sposób jeżdżono 17 lat temu. Zwolennicy tego systemu uważają, że więcej będzie tu prawdziwego ścigania, w miejsce zwycięstw sterowanych, mniej kombinacji, że wróci prawdziwy duch sportu. Oczywiście ten duch wymaga, by odpowiednio dostosować pojazdy – będą musiały mieć większe zbiorniki na paliwo, a jednocześnie zachować jak najlepszą aerodynamikę. Optymiści wierzą, że ten przepis zmobilizuje ekipy inżynierskie do pracy nad silnikami oszczędnie zużywającymi paliwo. Przeciwnicy narzekają, że to woda na młyn doświadczonych zespołów, takich jak Ferrari czy McLaren, dla których te warunki to tylko powrót do korzeni. Co innego nowe zespoły, podobnie zresztą kierowcy – będą musieli się uczyć inaczej jeździć. Bodajże tylko wracający do stawki Michael Schumacher miał okazję kręcić kółka bez dodatkowego tankowania.

Pozostaną oczywiście pit-stopy na zmianę opon, ale będą z pewnością krótsze – jak się szacuje, średnio o połowę. Oczywiście wszystko zależy od sprawności ekipy wymieniającej koła. Znikną także podgrzewacze na opony. Jeśli chodzi o same koła – zrezygnowano również z osłon. To prawda że poprawiały one osiągi bolidów, regulując przepływ powietrza, ale zdarzały się niebezpieczne sytuacje, gdy urywały się, stwarzając zagrożenie dla kierowców. Jest to więc zmiana podyktowana względami bezpieczeństwa.

Waga samochodu wraz z kierowcą będzie mogła wynosić 620 kilogramów. Zmianę podyktowało wyposażanie bolidów z systemy KERS o sporej wadze i chociaż ostatecznie z nich zrezygnowano w tym sezonie, przepis się utrzymał. Z pewnością zyskać mogą kierowcy wyżsi, jak Robert Kubica. Pamiętamy informacje o konieczności odchudzenia się naszego jedynaka w F1.

Prawdziwą rewolucją jest natomiast zmiana punktacji. Jako  że w stawce będzie jeździło teraz 26 samochodów, uznano, że warto premiować więcej miejsc niż dotychczasowe osiem. Teraz punkty dostanie pierwszych dziesięciu kierowców i nieco inaczej zostaną one rozdzielone (obowiązywać będzie system 25, 20, 15, 10, 8, 6, 5, 3, 2, 1). Zwolennicy zmian uważają, że to lepszy system motywacyjny dla słabszych zespołów, by nie pozostać z bilansem bezpunktowym, i dla mocniejszych z dodatkową zachętą do ostrzejszej walki o pierwsze miejsc, ponieważ różnica pięciu punktów to jednak o wiele większa zdobycz, niż przewaga dwóch punktów – jak to było w poprzednim sezonie. Nowy system przedstawiono w grudniu, ale choć do otwarcia sezonu nie zostało już tak wiele czasu, pojawią się spekulacje, że być może powinien on jeszcze bardziej premiować zwycięstwo i w związku lepsza byłaby jeszcze inna skala – 25, 18, 15, 12, 10, 8, 6, 4, 2,1.

Jak ostatecznie będzie i jak te nowości sprawdzą się w praktyce, o tym przekonamy się już począwszy od następnego miesiąca.

Formuła 1 są to naprawdę zawsze bardzo prestiżowe wyścigi samochodowe, w których jednak nie biorą udziału tradycyjne samochody, a specjalne samochody F1, zwane bolidami. Są to naprawdę bardzo nowoczesne i trwałe pojazdy, które posiadają specjalne cechy charakterystyczne, dzięki czemu nawet osoby nie przepadające za wyścigami samochodowymi i tak doskonale wiedzą, że są to samochody przeznaczone właśnie na wyścigi F1.

Najnowocześniejsze samochody przeznaczone na wyścigi F1 są samochodami posiadającymi jedynie jedno miejsce dla kierowcy i jednocześnie charakteryzują się one także tym, że posiadają one otwarte nadwozie. Oczywiście koła samochodów F1 również są bardzo charakterystyczne, ponieważ wystają one poza obrys tych samochodów, a także jednocześnie posiadają one specjalistyczne spojlery, które są zamontowane zarówno i z przodu jak i w tyłu pojazdu, co znacznie poprawia aerodynamikę tych samochodów.

Jeżeli chodzi o samą konstrukcję bolidu, to koniecznie musi być ona zgodna z obowiązującymi przepisami F1, które są wydawane oczywiście przez FIA, gdyż w przeciwnym przypadku taki bolid nie będzie dopuszczony do wyścigu. Jednak to nie tylko jednoznacznie przepisy w konstrukcji bolidów są przyczyną tego, że obecnie wszystkie te samochody są do siebie naprawdę bardzo podobne. Jest to spowodowane także i tym, że naprawdę dobre rozwiązania konstrukcyjne niezmiernie szybko są rozpowszechniane wśród zespołów w F1, przez co bolidy niemalże od razu się do siebie znacznie upodabniają, co jednak wpływ na znaczne wyrównanie szans w wyścigu.

Za wypatrywania nowych pomysłów mających na celu usprawnianie bolidów odpowiedzialny jest cały sztab osób, dlatego też nic dziwnego, że jedni korzystają z pomysłów innych i na odwrót, ponieważ jeżeli tylko istnieje możliwość usprawnienia bolidu F1, co będzie mogło wpływać na większe szanse na wygrana, to oczywiście żaden zespół F1 takiej okazji nie przepuści, gdyż mogłoby mieć to skutki „katastrofalne”, oczywiście względem wyników jakie będzie można w wyścigu osiągnąć.

Historia Rajdu Dakar sięga roku 1977, kiedy to Francuz Thierry Sabine wpadł na pomysł, aby zorganizować rajd samochodowy wiodący po bezdrożach pustyni. W 1979 roku wystartowała pierwsza edycja tego wyścigu. Początkowo z założenia był to rajd na trasie Paryż – Dakar, jednak z czasem pozostała z tego tylko nazwa. Bardzo często samochody i motocykle startowały z innych miejscowości, natomiast w Paryżu miała miejsce tylko oficjalna prezentacja uczestników.

Jest to jeden z najcięższych rajdów, podczas którego uczestnicy w zasadzie zmagają się ze samymi sobą, z własnymi ograniczeniami i słabościami. Dla każdego najważniejszym celem jest ukończyć rajd, czyli dojechać do wyznaczonej mety. Podczas rajdu prowadzone są cztery odrębne klasyfikacje wyścigowe, czyli osobno dla samochodów, motocykli, ciężarówek oraz od 2009 roku dla quadów. W roku 2008 rajd został przerwany z powodu zagrożenia terrorystycznego. Dwie ostatnie edycje przeniesiono na kontynent południowoamerykański. Trasa wiodła głównie przez tereny Chile i Argentyny. Od kilku lat coraz wyraźniej zaznacza się obecność polskich załóg uczestniczących w rajdzie.

Wcześniej występy Polaków były sporadyczne, obecnie startuje regularnie po kilka załóg. Szczególnie aktywni na trasie są motocykliści w zespołu Orlen team, którzy corocznie plasują się na wysokich miejscach w klasyfikacji generalnej. Sam wyścig jest bardzo dobrym miejscem na testowanie przez koncerny samochodowe nowych rozwiązań technicznych, które z czasem mają przełożenie na samochody produkowane seryjnie. Dlatego załogi są często wspierane przez wielkie koncerny samochodowe i paliwowe, które oprócz reklamy korzystają także z możliwości przetestowania swoich najnowszych produktów i rozwiązań.  Rajd jest niezwykle ciężki ze względu na szaleńcze tempo nie tylko odcinków specjalnych, ale także z uwagi na to, że ekipy przez kilkadziesiąt dni przemieszczają się z miejsca na miejsce z całym zapleczem, bez czasu na sen i odpoczynek. Operacje związane z logistyką są jednymi z najbardziej skomplikowanych, jaki można spotkać w sportach motorowych.